poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Rozdział 4

Kasztanowłosa biegła ile miała sił w nogach i na ile pozwalały jej szpilki. Łzy, przez pęd wiatru, miała już na całej twarzy. Wiedziała, że wygląda strasznie, ale w tej chwili już nic ją nie obchodziło. Chciała jak najszybciej znaleźć się w ramionach przyjaciółki. Nagle mignęła jej ruda czupryna, zaraz za zakrętem. Przyspieszyła.
- Ginny! – krzyknęła, ale czuła, że ma potężną gulę w gardle i jeżeli przyjaciółka będzie chciała wytłumaczenia to znowu zacznie płakać. Rudowłosa stanęła i odwróciła się szybko. Brązowowłosa zrobiła to samo. Stały tak przez chwilę i wpatrywały się w siebie. Hermiona z wypisaną na twarzy rozpaczą i bezsilnością, a Ginny z nieukrywaną troską, a zarazem złością, ponieważ domyśliła się kto jest przyczyną stanu jej przyjaciółki. 
- Hermi, słoneczko – powiedziała cicho Ruda i wyciągnęła w jej stronę ramiona. Dziewczyna w odpowiedzi zrobiła jeszcze bardziej zbolałą minę i ruszyła w jej kierunku, aby wtulić się w najbliższą jej osobę. Kiedy Weasleyówna zamknęła ją w uścisku i zaczęła delikatnie głaskać po plecach, znów zachłysnęła się płaczem. Roniła łzy długo i głośno, a kiedy Ruda uznała, że dziewczyna wypłakała chyba już całą wodę jaką posiadała w magazynku, odsunęła ją od siebie na długość rąk i zapytała czy zechce usiąść i pogadać. Hermiona pokiwała powoli głową. Ginny rozejrzała się dookoła i zaprowadziła swoją kumpele do najbliższych schodów. Było spokojnie, nikt nie chodził, ponieważ wszyscy byli na kolacji. Mogły w spokoju porozmawiać.
- Malfoy? – zapytała, jednak znała odpowiedź. Miona znów pokiwała powoli głową. Bała się odezwać, bo wiedziała, że znowu zacznie płakać, a zaczęła już ją rozboleć głowa.  Spojrzała przyjaciółce w oczy. Zobaczyła w nich zrozumienie i troskę, ale również chęć mordu na blondynie. Sama nie wiedziała czemu, ale mina Ginny ją tak rozbawiła, że zaczęła się śmiać. W pewnym momencie już cała się trzęsła i nie mogła tego powtrzymać. Aż w końcu znów zrobiła zbolałą minę i znów zaczęła płakać z bezsilności.
- Ginny, ja tak dłużej nie mogę. On nigdy nie da mi spokoju. Jeżeli będę musiała mieszkać z nim cały rok to albo oszaleje albo on mnie zabije. Dyrektor musi się zgodzić, abyśmy mogli wrócić do swoich domów ale całkowicie oddzielnych dormitoriów, bo to naprawdę może się źle skończyć. Dzisiaj myślałam, że autentycznie mnie zabije. Mignęło mi już całe życie przed oczami. Przecież on był śmierciożercą. Zamordował tyle osób. To dlaczego mnie miałby oszczędzić? Jednak nie mogę na niego nakablować… – opowiadała cicho przyjaciółce. Obie dziewczyny nie były świadome tego, że jednak nie są same. Ktoś podsłuchał całą rozmowę.

*** 
Pansy Parkinson szła szybko w stronę gabinetu dyrektora uśmiechając się sama do siebie. Nagle zza rogu wyłonił się Blaise Zabini. 
- Gdzie idziesz? – zapytał podejrzliwie, widząc minę koleżanki. Znał ją już dobrze, więc wiedział, że Ślizgonka coś planuje. 
- Nigdzie – powiedziała i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Bujała się na palcach, w tył i przód, jakby nie mogła ustać w miejscu. 
- Nigdzie? No powiedz. Może ci pomogę – powiedział szybko i mrugnął do niej
- Nie pomożesz mi. Ale mam pomysł jak uwolnić Dracona od tej ździry. – Zabini zauważył, że dziewczyna była tak zachwycona swoim planem i skutkiem, jaki może spowodować, że aż miała dziwny błysk w oczach. 
- Dobra, muszę lecieć, trzymaj kciuki! – dopowiedziała szybko, aby nie marnował już jej czasu. Ruszyła szybko w kierunku gabinetu. 
*** 
- Nie wracam tam dzisiaj. Mogę przenocować u ciebie? – Hermiona leżała na kolanach przyjaciółki, ubrana w jej dresy i opatulona kocem. Wciąż zastanawiała się jak ma jeszcze przeżyć trzy tygodnie w takich mękach. Rozejrzała się po pokoju. Ginny miała własną sypialnie, jednak ulokowana była ona w dormitorium swojego domu. Kto by pomyślał, że zwykły Prefekt ma lepsze warunki od Naczelnego. 
- A może po prostu zrezygnuje z funkcji Naczelnego i zamieszkam z tobą? – zapytała i spojrzała z nadzieją w oczy przyjaciółki
- Pewnie, ja nie mam nic przeciwko. Jednak nie chciałabym być w twojej skórze, gdybyś przedstawiła ten pomysł dyrekcji – powiedziała ruda i uśmiechnęła się przepraszająco. 
Hermiona westchnęła ciężko, bo dobrze wiedziała, że żadne błagalne rozmowy nie przyniosą skutków. Musi zagryźć zęby i wytrwać. Postanowiła, że w Pokoju Wspólnym będzie pojawiała się tylko wtedy, gdy nie będzie już miała wyjścia. Poza zajęciami będzie spędzała ten czas zamknięta w sypialni, bibliotece lub u Ginny. Uśmiechnęła się sama do siebie. Jakoś sobie poradzi. Usiadła po turecku naprzeciwko przyjaciółki. 
- Coś bym zjadła, a ty? W końcu nigdzie nie wyszłyśmy a ominęłyśmy kolację. Idziemy do kuchni wyprosić o jakiś posiłek? – zapytała i jak by w odpowiedzi jej brzuch dał o sobie znać, wydając z siebie dziwne odgłosy.
- Oho! Nic nie musisz mówić! Przebiorę tylko tą sukienkę i możemy lecieć – odpowiedziała Ginny ze śmiechem i ruszyła w stronę szafy.
Dziesięć minut później przyjaciółki wolnym tempem kierowały się w stronę podziemi. Hermiona czuła się w towarzystwie Ginny. Była jej najlepszą przyjaciółką i wiedziała, że zawsze stanie po jej stronie. Po rozmowie czuła się dużo lepiej, zaczęła widzieć świat w jasnych barwach, mimo, że dwie godziny wcześniej nie widziała już dla siebie żadnego wyjścia. Bardzo ceniła przyjaźń z rudą. Nigdy jej nie zawiodła i zawsze mogła przyjść do niej z każdym problemem. Ponadto miały podobne poczucie humoru i zawsze się dobrze razem bawiły. Weasleyówna opowiadała jej właśnie śmieszną historię, jaka spotkała ją dziś rano. Ze śmiechu bolały ich już brzuchy. 
- O! Dobrze, że panią widzę, panno Ganger. Dyrektor się chce z panią widzieć. Czeka w gabinecie – powiedziała profesor McGonagall, wyłaniając się zza rogu i o mało nie zderzając się z uczennicami. Hermiona zrobiła wielkie oczy i nabrała powietrza. Co przeskrobała? Była prawie pewna, że Snape już przekazał Dumbledorowi wieści o jej nagannym zachowaniu na zajęciach. Szybko przeanalizowała sytuację. Może dzięki temu dyrektor zdegraduje ją z roli Naczelnego i nie będzie już mieszkała z Malfoyem? 
- Czy coś się stało, pani profesor? – zapytała z nadzieją, że nauczycielka uchyli choć rąbek tajemnicy.
- Niestety, ale nie posiadam żadnych informacji odnośnie sprawy w jakiej wzywa panią dyrektor – odpowiedziała oschle – panno Weasley, zbliża się pora pani patrolu, dlaczego nie jest pani gotowa? – dodała, spoglądając na Ginny znad okularów i odeszła, nie czekając na odpowiedź. 
Dziewczyny wymieniły znaczące spojrzenia i zrezygnowały z kolacji, rozchodząc się, każda w inną stronę. 
*** 
- Dobry wieczór, dyrektorze, mogę wejść? – zapytała pukając, ponieważ drzwi od gabinetu były uchylone. 
- Tak, tak, zapraszam, usiądź proszę – odpowiedział dyrektor i Gryfonka weszła szybko do środka. Zobaczyła dwa fotele z wysokim oparciem skierowane w stronę biurka profesora. Podeszła do nich szybko i gdy chciała usiąść na jednym, zobaczyła, że jest już zajęte. 
- Malfoy?! – krzyknęła, jednak po chwili cała się zaczerwieniła, wiedząc, że to nie była odpowiednia reakcja w obecności Dumbledora – Przepraszam, profesorze, ja, ja – zaczęła się jąkać, jej zażenowanie osiągnęło zbyt wysoki poziom. Spojrzała ponownie na wroga z nienawiścią. Ten jednak siedział z uśmiechem od ucha do ucha, jednak nie dosięgnął on oczu. Było w nich widać tylko pogardę i zadowolenie z jej wybuchu w obecności dyrektora. 
- Proszę usiąść – powtórzył Dumbledore poważnym głosem, który spowodował, że dwójka jego gości natychmiast spojrzała na niego ze strachem. Dyrektor bardzo rzadko używał tego tonu, jednak kiedy to robił, każdy wiedział, że nie wróży to nic dobrego. Hermiona usiadła potulnie w drugim fotelu i spoglądała niepewnie w stronę Dumbledora. 
- Wezwałem was w niecierpiącej zwłoki sprawie. A mianowicie, dostałem dzisiaj powiadomienie o zachowaniu, którego nie mogę zignorować. Na wstępie muszę powiedzieć, że bardzo się zawiodłem – powiedział powoli dyrektor, akcentując każde słowo, aby wiedzieli, że jest to poważna sprawa. Hermiona już była pewna, że chodzi o poranną akcje u Snape’a. Przeklinała siebie w duchu, że dała się tak łatwo zmanipulować przy świadkach. Trudno. Będzie musiała wziąć odpowiedzialność za swoje słabe nerwy. – Jednak wolałbym, abyście najpierw sami mieli okazję opowiedzieć o tej sytuacji. Być może z waszej perspektywy wyglądało to całkowicie inaczej – dokończył dyrektor, spojrzał na nich znad swoich okularów połówek i z cierpliwością gładził swoją długą brodę. 
- Dyrektorze, ale o co dokładnie chodzi? – zapytał Malfoy ze zdenerwowaniem w głosie. Jednak nie był to głos zniecierpliwienia czy rozdrażnienia. Autentycznie Draco czuł do Dumbledora szacunek. Hermiona doznała szoku, bo jeszcze nie widziała blondyna w takim wydaniu. 
- Panno Granger, ma mi pani coś do powiedzenia? – zapytał starzec i spojrzał w oczy dziewczyny. Poczuła, że on wcale jej o nic nie oskarża, wręcz przeciwnie. Chce jej bronić? Ale jak to?
- Profesorze, ja…  Ja naprawdę nie wiem o co chodzi – odpowiedziała i czuła jak pali ją cała skóra twarzy. Kłamała, co nigdy nie wychodziło jej najlepiej.
- Czyli żadne z was nie chce przedstawić swojej wersji? Mam zaakceptować tą, którą usłyszałem? – zapytał powoli, lustrując ich twarze. Oboje byli już nieźle wystraszeni. O czym mógł dowiedzieć się dyrektor? Przecież ta poranna sprzeczka nie była aż tak poważnym wykroczeniem, aby robić tak oficjalne spotkanie. Jeżeli dyrektor chciałby ich zdegradować to na pewno od razu by im o tym powiedział. Hermiona była pewna, że Dumbledore na tyle ufał swoim nauczycielom, że nie pozwoliłby na podważanie ich wersji wydarzeń. 
- Proszę dyrektorze, czy może pan już nam powiedzieć o co chodzi? – powiedziała z rozpaczą w głosie dziewczyna. Była już wewnętrznie rozbita, nie wiedząc dlaczego dyrektor jest tak poważny. Na kilometr można było wyczuć zawód w jego głosie. 
- Dobrze w takim razie. Opowiem wam o rozmowie, którą miałem przyjemność przeprowadzić godzinę temu – powiedział dyrektor z powagą i poprawił się na krześle, ważąc każde słowo – dostałem anonimowe zgłoszenie o psychicznym znęcaniu się nad uczniami – powiedział powoli starzec, patrząc w oczy raz Malfoyowi a raz Hermionie. Chłopak momentalnie pobladł. Ta mała szlama poszła na skargę?! Nie daruje jej tego. Już nigdy nie zazna spokoju.  Dyrektor śledził ich zachowanie. Wiedział już, że to co usłyszał od Pansy jest prawdą. 
- Dostaliście ode mnie warunek miesięcznego mieszkania razem. Jeżeli wytrzymacie bez kłótni, dostaniecie oddzielne dormitoria. Niestety, ale złamaliście zasady – powiedział już tym razem spokojnie dyrektor 
- Słucham?! Ten, ten, ten… – Hermiona wstała, cała czerwona na twarzy i wskazując palcem na wroga, próbowała znaleźć słowo określające Malfoya bez natychmiastowego dostania szlabanu – ten... ON! On napastuje mnie psychicznie, znęca się nade mną, wyładowuje swoją całą złość na mnie, a ja jeszcze mam zostać za to ukarana i mieszkać z nim do końca roku?! – krzyczała, szargana złością i bezsilnością. Wiedziała, że tym wybuchem niczego nie ugra, jednak nie wytrzymała już ani sekundy dłużej udając, że wszystko jest w porządku. Jeżeli wzrok mógłby zabijać, blondyn leżałby już martwy. 
- Ja?! To ty wszystko prowokujesz! Dzisiaj wszystko stało się przez Ciebie! – chłopak również wstał, bo nie wytrzymał dłużej siedząc i patrząc jak ta durna szlama wytyka go palcem i wydziera się na niego w obecności dyrektora. 
- CO PROSZĘ?! JA to sprowokowałam?!!! Niby czym? – wykrzyknęła jeszcze głośniej, robiąc krok w stronę Malfoya. Zacisnęła pięści, gotowa walczyć o swoją rację
- JAK TO CZYM?! – Blondyn również zrobił krok w jej stronę. Był już tak blisko, że mógł zobaczyć delikatne piegi na jej nosie. Patrzył na nią z góry i gromił ją wzrokiem
- NO CZYM? BO NIE PRZYPOMINAM SOBIE, ŻEBYM CIĘ SPROWOKOWAŁA! – Hermiona krzyczała już tak głośno, że pod koniec zdania jej głos się delikatnie załamał. Patrzyli sobie chwilę w oczy, Gryfonka czekając na odpowiedź, a Malfoy zastanawiał się co powiedzieć. Wciągali głośno powietrze, jak by przed chwilą przebiegli maraton, a ich oddechy się krzyżowały. Ślizgon zabłądził oczami na jej twarzy. Był pełen podziwu dla jej odwagi i zaparcia. Miała temperament, nie mógł jej tego odmówić. Ciekawa czy w łóżku też była taka ostra. Chwila, co? Blondyn szybko zamrugał oczami jak by właśnie się obudził i nie wiedział gdzie jest. 
- Nieważne – powiedział odwracając się w stronę dyrektora – Panie profesorze, jestem gotowy na poniesienie kary. Jednak proszę mi wybaczyć, ale jej nie przeproszę. Wolę, żeby zamknęli mnie w Azkabanie – powiedział i spuścił głowę jak na ścięcie. Nie mógł już wytrzymać wzroku dyrektora, który wyglądał jak by właśnie oglądał całkiem niezłą telenowele. 
- Oh, kochani moi. Co ja mam z wami zrobić. Niestety, nie mogę rzucać słów na wiatr. Jestem zmuszony dotrzymać umowy i zgodnie z nią będziecie dzielić dormitorium do końca roku szkolnego – powiedział dyrektor, jednak w jego oczach było widać nutkę rozbawienia. Współlokatorzy zrobili zbolałe miny, jakby dyrektor podpisał im wyrok śmierci. – To nie koniec konsekwencji. Jednak o nich dowiecie się nieco później. Możecie już iść. Dobranoc, moi mili – dokończył po czym wstał i z uśmiechem pokazał im drzwi. Malfoy i Hermiona wstali, po czym dziewczyna wyszeptała cicho pożegnanie i wyszła. Draco stał jeszcze chwile i patrzył na dyrektora z porażką wymalowaną na twarzy, a gdy zrozumiał, że nie ma już żadnych szans również zniknął za drzwiami. 
- Oh Albusie, czy naprawdę uważasz, że to jest dobry pomysł? Widziałeś, jak oni na siebie patrzą? Gdybyś nie stał przed nimi, pozabijaliby się w jednej chwili – Profesor McGonagall wyszła z cienia krętych schodów stojących blisko ściany. 
- Minerwo, mam dobre przeczucia co do nich. Nigdy nie widziałem tyle pasji i zaangażowania w uprzykrzaniu życia drugiemu człowiekowi. Oni są sobie pisani, tylko musi nastąpić moment zwrotny. Oni muszą sami zrozumieć, że pod przykrywką tych kłótni i obmyślaniu nowych planów na zemstę, nie potrafią bez siebie żyć. 
*** 
Hermiona szła szybko w stronę dormitorium, tupiąc i zaciskając ręce ze złością. Gdyby spotkała teraz kogoś, kto źle by się do niej odezwał, od razu poczułby jej pięść na twarzy. Nagle usłyszała, że ktoś za nią idzie równie głośno. Robił większe kroki, więc szybko ją dogonił. Przechodząc obok zahaczył ją specjalnie ramieniem, dość dotkliwie, bo Hermiona natychmiast się zatrzymała i złapała za bolące miejsce. Malfoy się nawet nie odwrócił i szybko zniknął za zakrętem. Dziewczyna stała jeszcze chwilę i rozmasowywała ramię. Zastanawiała się czy powinna wracać do pokoju i czy blondyn tam już na nią nie czeka ze śmiertelnym zaklęciem na ustach. Postanowiła jednak wrócić, nie da się mu więcej zastraszać. Wzięła głęboki oddech i obiecała sobie, że już nigdy więcej nie będzie przez niego płakać. Ruszyła z nową siłą do dormitorium, stawiając szybko kroki. Jednym ruchem otworzyła drzwi i rozejrzała się po salonie. Ślizgon stał przy barku i wpatrywał się w swoją do połowy pełną szklankę. Hermiona postanowiła wykorzystać sytuacje, że chłopak nawet nie spojrzał w jej stronę i ruszyła w stronę sypialni. Była już przy drzwiach, jednak nie zdążyła złapać za klamkę. 
- Jesteś z siebie dumna, Granger? Teraz jestem skazany na ciebie do końca roku szkolnego – powiedział blondyn głosem przepełnionym sarkazmem i pogardą. Hermiona szybko odwróciła się w jego stronę, aż jej włosy zawinęły się wokół szyi. 
- SŁUCHAM?! Oczywiście! Moja wina, bo jak twierdzisz, sprowokowałam cię. Moja wina, bo ktoś, nie wiem jakim cudem, nakablował Dumbledorowi! Co jeszcze niesamowitego mi chcesz wmówić?! 
- KTOŚ nakablował?! Byliśmy tylko my! Nikogo innego nie było w tym pokoju! Ja nic nie powiedziałem, więc to musiałaś być ty! Łatwy rachunek! – krzyknął, znów wściekły i głodny mordu na brązowookiej Gryfonce. Odłożył z hukiem szklankę, aż część zawartości wylała się na półkę. Powoli szedł w jej stronę.
- Nawet do mnie nie podchodź! – krzyknęła, kiedy zorientowała się, że chłopak coraz bardziej się zbliża. Wyciągnęła różdżkę i wycelowała w jego stronę. Malfoy uśmiechnął się z pogardą, jednak stanął w miejscu. 
- Oh, serio, Granger? Rzucisz na mnie urok? UUU! – Ślizgon zapytał i udał, że się boi, po czym zaśmiał się w głos, wyginając się do tyłu. Spojrzał jej ponownie w oczy. Zobaczył, że Gryfonka zaciska usta ze złością, a jej oczy błyszczą z nienawiści. Nie spuściła jednak różdżki. Wiedział, że nie jest zdolna do rzucenia zaklęcia. Za bardzo się bała konsekwencji, że wyrzucą ją ze szkoły. A wykształcenie było dla niej najważniejsze. Nabrał pewności siebie i zrobił kolejne parę kroków w jej stronę, aż końcówka jej różdżki dotknęła jego torsu. Patrzył z zawziętością w jej oczy. Co w nich było, że nie mógł się powstrzymać? Przecież jej nienawidził, z całego serca. Jest i zawsze będzie szlamą, a dla takich osób nie ma litości. Uśmiechnął się do niej z ironią i litością, stwierdzając, że dziewczyna nic mu nie zrobi, jest bezsilna. Złapał zdecydowanie za jej nadgarstki, a dziewczyna pod wpływem jego siły, wypuściła broń z ręki. Podszedł do niej jeszcze bliżej i przyparł ją do drzwi. Ich nosy dzieliły milimetry. Malfoy uśmiechnął się jeszcze szerzej. Poczuł delikatny zapach jej perfum i wziął głęboki wdech.
- Pożałujesz tego, że na mnie doniosłaś. Jeżeli myślałaś, że masz ze mną piekło, to dopiero teraz przekonasz się co to znaczy – wyszeptał jej cicho, cały czas patrząc głęboko w oczy, czekając na reakcję. Czuł na ustach, że dziewczyna głęboko oddycha. Poczuł, że przeszywa go dreszcz. Nigdy nie był w sytuacji, gdzie przeżywał tak silne emocje przy kobiecie. Znów odczuł swój przedłużający się celibat. Miał ochotę ją w tej chwili podnieść, otworzyć drzwi do jej sypialni i rzucić ją na łóżko. Z drugiej strony czuł, że ma ochotę ją zamordować.  Nie mógł już dłużej wytrzymać tych bijących się myśli w jego głosie i odsunął się od niej powoli i jeszcze raz spojrzał jej głęboko w oczy. ŁUP! Nagle poczuł przeszywający ból w okolicy oka. Hermiona całą siłą jaką posiadała, uderzyła go z pięści w twarz. Malfoy aż zachwiał się na nogach i wykręcił głowę w drugą stronę. Dotknął delikatnie bolącego miejsca i sprawdził czy nie krwawi. Dziewczyna patrzyła na niego przerażona i usatysfakcjonowana zarazem. Nie spodziewała się po sobie takiej siły. Blondyn spojrzał na nią, zaczął się cały trzęść ze złości, jednak patrzył na nią z uznaniem. Gryfonkę przeraził jego widok, bo miała wrażenie, że zaraz rozszarpie ją gołymi rękami. Szybko podniosła swoją różdżkę z podłogi, złapała za klamkę, otwierając szybko drzwi i równie szybko za nimi zniknęła, zamykając je na zamek i wyczarowując parę zaklęć zabezpieczających. Bała się, że nie przeżyje tej nocy. Stała za drzwiami i nie mogła się ruszyć. Nasłuchiwała reakcji Malfoya. Stał jeszcze w tym samym miejscu, w którym go zostawiła jeszcze dobre trzy minuty, po czym usłyszała ciche „Cholerna Granger” i kroki w stronę sąsiedniego pokoju. Kiedy zgrzytnął zamek, uśmiechnęła się do siebie z satysfakcją. Jednak odczuła skutki bohaterskiego czynu. Ręka pulsowała jej niemiłosiernie. Kiedy na nią spojrzała, była cała spuchnięta i pulsowała niebezpiecznie. Zaczęła zastanawiać się co robić. Czy iść teraz do skrzydła szpitalnego? Nie, Malfoy mógł udać, że zamyka drzwi, a w efekcie, gdy wyłoniłaby się z pokoju, rzuciłby na nią zaklęcie. Trudno, musi jakoś przeżyć tą noc. Natura obdarzyła ją dużym sprytem i zaradnością, co szybko wykorzystała. W pokoju miała szklankę wody. Znalazła w biurku kawałek folii, wlała do niej zawartość i użyła zaklęcia zamrażającego. Przyłożyła do ręki i syknęła z bólu. Da radę, nie ma wyjścia. Musi wytrzymać. Na nieszczęście była to prawa ręka, którą używała do pisania. Jak będzie robiła notatki? Po chwili walnęła się w głowę, uświadamiając sobie własną głupotę. Może zginąć z rąk wroga, a ona martwi się o wypracowania. Coś się wymyśli. Rozmyślając o swojej, być może krótkiej przyszłości, przebrała się w piżamę i położyła do łóżka. Zrobiła na ręku prowizoryczny opatrunek, przyłożyła do niego lód i zasypiając odtwarzała w pamięci szczęśliwą chwilę, gdy to ona w końcu zaskoczyła chłopaka o stalowym, nieprzeniknionym spojrzeniu. 
*** 
Gryfonka wyrwała się ze snu, gdy usłyszała jak trzasnęły drzwi wejściowe. Wyszedł? Podniosła się szybko i sprawdziła godzinę. Miała jeszcze dwie godziny do śniadania. Gdzie on tak szybko wyszedł? A może robi to specjalnie, a gdy wyjdzie pewna, że jest sama, wyskoczy zza rogu i ją zabije? Postanowiła jednak nie być tchórzem i zmierzyć się z wrogiem. Zdjęła z krzesła szlafrok, opatuliła się nim o samą szyję i otworzyła drzwi. Wydawało się, że nie ma nikogo w zasięgu jej wzroku i pewnie przekroczyła próg. Była gotowa na zaklęcie, które mogło nadejść z każdej strony. Jednak tak się nie stało. Naprawdę wyszedł? Rozejrzała się ostatni raz i wróciła do sypialni po swoje rzeczy, po czym zamknęła się w łazience, aby wziąć gorącą kąpiel. Leżała długo i walczyła z myślami czy iść do pielęgniarki. Doprowadziła się do porządku i jej pulsująca dłoń sama zdecydowała. Całą drogę zastanawiała się nad wymówką, jednak po dotarciu do skrzydła szpitalnego pielęgniarka nawet nie zadała jej ani jednego pytania, a wręcz przeciwnie, patrzyła na nią ze zrozumieniem. 
- Twój przeciwnik wygląda dużo gorzej. Nie mogłam tego naprawić, ale dałam mu maści. Trochę pochodzi z tą piękną śliwą pod okiem – powiedziała pani Pomfrey, cały czas szeroko się uśmiechając i oglądając jej rękę – Ciebie mogę naprawić. Masz pękniętą kość, więc uleczę ją zaklęciem i opuchlizna szybko zniknie. 
Hermiona cała w skowronkach udała się na śniadanie. Przy wejściu do Sali spotkała Ginny.
- A ty co taka zadowolona? Jak poszła rozmowa z dyrektorem? – zapytała zaciekawiona przyjaciółka, jednak humor brązowowłosej jej się udzielił i również zaczęła pokazywać zęby w uśmiechu. 
- Ahhh, zaraz ci się wszystko wyjaśni – powiedziała Granger i mrugnęła do niej okiem. Chłopak od razu rzucił jej się w oczy. Siedział wśród swoich znajomych, oblepiony wiernymi fanki, które wyglądały na bardzo zmartwione jego wyglądem. Draco uśmiechał się lekko, zaabsorbowany rozmową z Zabinim. Jednak kiedy zobaczył Gryfonkę, jego mina szybko zrzedła. Jego humor jeszcze bardziej się pogorszył, gdy na ustach jego wroga wykwitał wielki uśmiech satysfakcji. Dziewczyna w efekcie odwagi puściła mu oczko i usiadła do niego plecami, obok Harrego. 
- To ty mu zrobiłaś?! O kurde, szacun! – powiedziała szybko ruda, tak aby nikt nie usłyszał. Domyśliła się, że walka trwa tylko pomiędzy nimi i nikt inny ma się o tym nie dowiedzieć. 
- Widziałyście Malfoya?! Ale ktoś go urządził! Opowiada, że napadło go jakichś trzech osiłków jak wracał z Hogsmeade – powiedział podekscytowany Ron i po chwili znów wrócił do swojego jedzenia. Hermiona po usłyszeniu przedstawienia jej jako trzech goryli wpadła w nieopanowany śmiech. Śmiała się tak długo, że już wszyscy na Sali patrzyli w jej stronę, a dziewczyna miała już całą mokrą twarz od łez ze śmiechu. Kiedy w końcu się uspokoiła, odwróciła się w stronę Malfoya. Chłopak miał minę zbitego psa i zarazem gromił ją wzrokiem.


5 komentarzy:

  1. No dzień dobry. Wiesz, że rozdziały są coraz lepsze? Jeśli nie wiedziałaś, to już wiesz :) Kurcze, z tej Mionki to się trochę taka histeryczka zrobiła. To krzyczy, to płacze, a gdzie nasza odważna Gryfonka? Ale przynajmniej przywaliła Malfoyowi. Jest już coś. Teraz będą musieli się cały rok znosić. Oj Parkinson, a chciałaś żeby było źle. Mam nadzieję, że kolejne rozdziały będą jeszcze lepsiejsze :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje! Staram sie jak moge aby rozdzialy byly coraz lepsze :)
      Dziekuje za komentarz :)
      Buziaki!

      Usuń
  2. Hejo :D
    To znowu ja ;D Mam nadzieję, że nie zanudzam cię moimi trochę przydługimi komentarzami.
    Tak jak osoba wyżej napisała, jest coraz lepiej. Rozdział naprawdę przyjemnie mi się czytało ;)
    Nie umiem się przyzwyczaić do wykreowanej przez ciebie Hermiony. Zawsze odważna Gryfonka, a tutaj boi się Malfoya. Według mnie kanoniczna Panna Granger jest o wiele bardziej utalentowana od Draco. Rzeczywiście na taką trochę histeryczkę wyszła xd
    Szczerze jej współczuję, że będzie musiała się przez cały rok użerać z Malfoyem.
    Na usta cisnął mi się uśmiech, gdy czytałam, jak Miona przyłożyła Draco. Ktoś mu musiał utrzeć nosa xD Tylko okazałby się prawdziwym facetem i przyznał, że to Panna Granger go uderzyła, a nie wymiguje się od prawdy jakimiś trzema osiłkami xd
    Nie wiem dlaczego, ale zawsze zniesmaczają mnie myśli, gdy chłopak w opowiadaniu ma jakieś... Hm... Nieprzyzwoite, tak, to będzie odpowiednie słowo, myśli.
    Ciekawa jestem co wymyśli jeszcze Pansy. To, że poszła nakablować do dyrektora to w jej stylu, ale pewnie na tym nie poprzestanie.
    To sobie wymyśliła... Chciała dobrze (dla siebie xd), a wyszło pewnie jak zwykle xd
    Co do błędów....
    Jest ich znacznie mniej :) Widzę, że poprawnie zapisujesz dialogi (co najmniej ja nie dopatrzyłam się błędu :P). Jest dużo lepiej.
    Zauważyłam, że masz błędy ze stawianiem przecinków. Najczęściej po prostu ich brakuje :P
    Tutaj masz link do poradnika. Sama z niego nie korzystam, ale uważam, że jest całkiem przystępny.
    http://ksiega-basni.blogspot.com/2016/08/poradnik-interpunkcja.html
    Dobra, ja już nie zanudzam ;)
    Pozdrawiam ^^

    P.S. Chciałam ci jeszcze tylko zwrócić uwagę, żebyś o nowych rozdziałach nie informowała mnie pod moimi rozdziałami. Od tego jest specjalna zakładka "SPAM".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za komentarz! Staram sie bardziej rozbudowywac opisy, zeby wszystko bylo bardziej realistyczne. Co do nieprzyzwoitych mysli :) chcialabym przedstawic ta realcje w sposob taki, ze oboje sa swiadomi swojej nienawisci, jednak nie moga sobie takze poradzic z pozadaniem, ktory z dnia na dzien coraz bardziej rosnie i moze przerodzic sie w cos wiecej, a Malfoy nie chce nawet dopuszczac do siebie takiej mysli. :) wiem, ze zawsze bedzie cos, co komus moze sie niespodobac, jednak chcialabym sie sprawdzic i przelac na 'papier' tak, jak ja to widze :)
      I dziekuje jeszcze raz, ze komentujesz! Bardzo podnosi mnie to na duchu i cieszy, ze ktokolwiek to czyta :)
      Buziaki!

      Usuń
  3. Bardzo fajny początek opowiadania! Cieszę się, że między Hermioną, a Malfoy'em od samego początku nie jest cukierkowo :) Kiedy kolejny rozdział? Chętnie wpadne poczytać dalej..
    ~Madzik

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, wyraź swoją opinie! :)